Site icon Java blog

Gwiezdne wojny 7: Przebudzenie mocy – recenzja [Spoilery]

Ok. Zacznijmy recenzję nowego filmu z cyklu Gwiezdne wojny (tak, to będzie recenzja ;p ) od przypomnienia sobie starej, znanej wszystkim prawdy „zwycięskiej taktyki się nie zmienia”. No pewnie tak. Nowe Gwiezdne Wojny niosą jednak pewne wątpliwości, które postaram się tu przedstawić.

Powrót do przyszłości

Nie będę we wstępie zanudzał Was oczywistościami typu 'ile to na ten film nie czekałem’, tudzież 'wreszcie wracają nowe stare Gwiezdne Wojny’, itp, itd. Zachwytów u mnie z powodu zatrudnienia aktorów z oryginalnej trylogii też nie uświadczysz. Wiem, być może jestem dziwny, ale oczekuję od sequela/prequela czegoś nowego, lub chociaż ubranego w nowe barwy, a nie ciągle tych samych odgrzewanych kotletów. Czy tak jest w przypadku epizodu 7? Niestety dokładnie tak. Ale po kolej.

Rey [Daisy Ridley]

Żeby coś zbudować, wpierw trzeba coś zniszczyć

Pierwsza rzecz, smutna dla każdego fana, to oświadczenie Disneya, że całe tzw. 'Expanded Universe’ (czyli wszystkie wydarzenia dotyczące sagi umieszczone w książkach, grach, komiksach) zostały mianowane tagiem 'Legends’, czyli jak powiedziałby każdy programista – deprecated! ;D I jest to już powód, żeby trochę się pofrustrować. No bo przecież nie po to fan wydawał przez lata grubą mamonę tylko po to, żeby po latach dowiedzieć się, że to wszystko jest warte tyle co piasek na Tatooine.

Ponad to należy się zastanowić, czy w ten sposób Disney nie podważa sam siebie, no bo inteligentna osoba zada sobie pytanie: ej, to po co mam wydawać kasę na cały około gwiezdno-wojenny stuff, skoro ponownie może się okazać deprecated. wink_prosty.gif Podważa to sens wszystko co wyprodukowane zostanie pod szyldem 'Lucas’ i w gruncie rzeczy może być warte tyle co amatorska twórczość fanów.

Sequel czy remake?

Przejdźmy jednak do samego filmu, bo narzekać jest nad czym. Przede wszystkim należy patrzeć na nowe Gwiezdne Wojny w kontekście epizodów poprzednich. I co dostajemy? Otóż epizod 7 to nic innego jak przerobiona 'Nowa Nadzieja’. I to jest największa wada (a może zaleta?) filmu, bo nawet najgorsza część sagi – Mroczne Widmo, wkroczyła do kin z nową jakością: świetną oprawą audiowizualną, nowymi światami, robotami, potworami, itp., itd. Tutaj wszystko jest takie jak w epizodach 4-6, żaden powiew świeżości. Naprawdę nie wiele jest rzeczy nowych. Niby jest nowy miecz świetlny, trochę zmodyfikowane zbroje szturmowców, itp., itd., ale to wszystko jak dla mnie za mało. No i kolejny raz pojawia się Gwiazda Śmierci. To już zaczyna robić się komiczne.

Dzień świstaka

Właśnie to jest największy zarzut dla całego filmu. Schematyczność. Scena po scenie jakby wyjęta z Nowej Nadziei. Samotna dziewczyna, sama twierdząca o sobie, że jest 'nikim’, która nagle (bez szkolenia) odkrywa w sobie Moc; pustynna planeta; nowa wersja R2-D2, który ma w sobie ukrytą jakąś mapę.. Czy ja to już gdzieś nie widziałem?! Może w epizodzie 4? No patrz. Tak, niestety ten film to nic innego jak nakręcony przez fana remake (i tak powinien być przedstawiony w mediach) Nowej Nadziei.

Są jednak plusy

Co natomiast mi się podoba. Uważam, że nowe postacie, które zostały wprowadzone do sagi, zostały odegrane pierwszorzędnie. Należy przede wszystkim pochwalić Daisy Ridley, odtwórczynię głównej roli, która znakomicie zagrała postać tzw. 'od zera do bohatera’. Zdecydowanie jej energia, towarzysząca nam przez cały film, nakręca fabułę. Ogólnie widać, że chemia między bohaterami jest bardzo dobra, co poniekąd też jest zasługą reżysera. Także praca kamery poprawiła się w porównaniu do epizodów 1-3.

Film ogląda się przyjemnie, mało jest w nim niepotrzebnych przestojów oraz rwanych scen i skoków między scenami (klasyk jeśli chodzi o zdolności reżyserskie Lucasa). Co do scenariusza, też nie mam wielkich zastrzeżeń, chociaż brakuje mi tu kilku zapadających w pamięć kwestii dialogowych, które pojawiały się nawet w prequelach. Brakuje też jakichkolwiek kwestii filozoficznych czy politycznych, które dominowały wręcz w poprzednich epizodach. Postronny widz powie: 'to dobrze, w końcu do kina przyszedłem się rozerwać’. Poniekąd tak, jednak kiedyś Gwiezdne Wojny miały nie tylko bawić, dziś widocznie najważniejsza jest kasa.

Ponura wizja przyszłości

Na koniec, co w filmie mnie naprawdę zawiodło. Przede wszystkim słaba ścieżka muzyczna. Być może na jej jakość zaważył stan zdrowia Williamsa (twórcy ścieżki wszystkich epizodów). Trudno mi wytłumaczyć dlaczego tak się stało, bo przecież nawet w Mrocznym Widmie otrzymaliśmy tak znakomite kawałki jak choćby „Duel of the Fates”. Kolejna wada, to słabiutkie walki na miecze. Trudno tu odnaleźć klimat z pojedynku Luka z Vaderem z Imperium Kontratakuje czy dynamiki z walki między Obi-Wanem a Darthem Maulem. Już nie będę się pastwił nad absurdem jakim jest samo starcie trzymającej pierwszy raz w życiu miecz Rey z Kylo Renem.

Ocena końcowa

Ogólnie jaki jest mój wniosek. Bez ręki Lucasa możemy się spodziewać kolejnych kopii znanych nam epizodów. Nie zobaczymy prawdopodobnie nic nowego, a czasami wręcz będziemy się nudzić. Nie mówię, że George powinien dalej brać się za reżyserię czy scenariusz, bo to co zrobił J.J. Abrams to kawał dobrej roboty. Jednak George powinien wymyślać i nakreślać styl nowej trylogii. Tak jak to robił chociaż w najlepszym epizodzie – Imperium Kontratakuje.

To tyle jeśli chodzi o mnie. Poniżej zamieszczam małe podsumowanie recenzji. Niech Moc będzie z Wami!

Minusy:

– plagiat Nowej Nadziei

– najsłabsze walki na miecze w historii

– ile razy jeszcze będziemy niszczyć Gwiazdę Śmierci?

– Daisy posługuje się Mocą i Mieczem Świetlnym niczym Yoda bez ŻADNEGO szkolenia? ocb?

– brak wyrazistego złego bohatera (jakiś sfrustrowany Harry Potter? Brakowało mu tylko pryszczy na czole)

– naprawdę słaba muzyka

– ogólnie historia z d.. Skąd się wziął ten Nowy Porządek? Czy naprawdę Luke okazał się takim nieudacznikiem, żeby nie wyszkolić żadnych Jedi przez kilkadziesiąt lat, a Leia nie potrafiła odbudować silną republikę?

– dialogi niemrawe. Żaden z tekstów nie zapadł mi w pamięć, który mógłby kandydować jako kultowy.

– trochę krótki (ewidentnie nastawiony na kolejne części, czyli kasę)

Plusy:

– świetne 3D, najlepsze jakie widziałem poza Avatarem

– dobry casting, nawet dziadek Ford dawał radę

– znakomity montaż i duża lepsza praca kamerą (widać, że to nie Lucas)

– dobrze wyreżyserowany

– wreszcie mniej skupienia się na nudnych Jedi. Więcej walk myśliwców, strzelanin.

– w końcu to Gwiezdne Wojny 🙂

Podsumowanie:

to niestety tylko i wyłącznie ładnie przybrany, nowo opakowany stary, odgrzewany kotlet. Wolę Nową Nadzieję.

[December 21, 2015, https://forum.cdaction.pl/blogs]

Polecam też moją recenzję siódmego sezonu Gry o Tron

Exit mobile version